Pokazywanie postów oznaczonych etykietą muzyka. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą muzyka. Pokaż wszystkie posty

sobota, 12 lutego 2011





Otulona w ciepły szary sweter piję inkę, czytam i zapraszam do słuchania jutro POCZYTALNI (Radio Afera, godz. 16:00). Tym razem gościem będzie Bianka Rolando. Ja i Anita Jarzyna porozmawiamy z Bianką o jej najnowszej książce Modrzewiowe korony (wyd. Biuro Literackie). Polecam: www.rolando.pl




Otulona w ciepły szary sweter piję inkę, czytam i nie mogę się doczekać jutrzejszego wieczoru i koncertu, na który się wybieram. O godz. 19:30 w Sali pod Zegarem w CK ZAMEK zagrają MAŁE INSTRUMENTY. Kto nie przyjdzie ten trąba ;)

wtorek, 18 stycznia 2011






"Parę dni" się trochę przedłużyło, ale wracam, wracam z kontynuacją opowieści.

W grudniu we Wrocławiu udało mi się odbyć fascynujące spotkania z Pawłem Romańczukiem i Dorotą Hartwich. Dotyczyły one pewnej wyjątkowej książki, na którą składają się: płyta Małe Instrumenty grają Chopina, teksty: Pawła Romańczuka Fenomen toy piano i Doroty Hartwich Radość eksperymentu.

Jednym z owoców tych spotkań i rozmów będzie audycja, niedzielna POCZYTALNIA w Radiu Afera, 30 stycznia, start o godz. 16:00. Zapraszam do posłuchania, bo będzie ciekawie.

Będzie można usłyszeć Dorotę Hartwich z Wydawnictwa Format z Wrocławia, która jest dziennikarką, publicystką, krytykiem sztuki, autorką wielokrotnie nagradzanej Bajki o kochaniu (m.in. Nagroda Główna 2007 w konkursie Komitetu Ochrony Praw Dziecka). Posłuchać będzie można także Pawła Romańczuka - lidera zespołu Małe Instrumenty, kolekcjonera, kompozytora i teoretyka toy piano - który odpowie między innymi na następujące pytania: co to jest toy piano? dlaczego warto się nim zainteresować? jak zaczęła się jego przygoda z toy piano? skąd pomysł na książkę i płytę? co zawiera książka? jakie najbliższe plany mają Małe Instrumenty? itd.

Proszę słuchać uważnie, bo będzie można także wygrać wspomnianą publikację! Ale przede wszystkim będzie można posłuchać jak Paweł Romańczuk gra na toy piano specjalnie dla POCZYTALNI! Polecam i wracam do montowania dźwięków! :)

czwartek, 18 listopada 2010






Już jutro zaczyna się 3 MIĘDZYNARODOWY FESTIWAL TWÓRCZOŚCI KOBIET NO WOMEN NO ART. Polecam to wydarzenie wszystkim, zarówno kobietom, jak i mężczyznom. Program znajdziecie tutaj: www.nowomen-noart.pl

Sama kupiłam już bilety na piątek 26 listopada o godz. 19:00 do Kina Muza na premierę filmu Pepperminta Pipilotti Rist i spotkanie z odtwórczynią głównej roli Eweliną Guzik.

Pamiętam, jak kilka lat temu, a dokładniej w 2004 roku w CSW w Warszawie oglądałam wystawę Rist prezentującą jej wideo. Twórczość tej jednej z najważniejszych i najbardziej znanych artystek szwajcarskich zrobiła na mnie ogromne wrażenie. Pamiętam pracę Sip My Ocean (zarówno obraz jak i dźwięk) i nawet dziś czuję gęsią skórkę na samą myśl o niej. To chyba jedna z najbardziej znanych prac Rist. Zapewne z różnych powodów Rist tak bardzo właśnie wtedy mnie zachwyciła. Jestem ciekawa jak zareaguję na nią tym razem. Jedno jest pewne bardzo się cieszę na ten wieczór. Cenię Rist za prostotę, banalność i kicz, które są u niej tak samo prawdziwe jak prawdziwe jest nasze wnętrze i jak prawdziwe są nasze uczucia, które w tym wnętrzu skrywamy. Cenię Rist za płynne granice, za odwagę i bunt, za soczystość i barwność, oniryczność i terapeutyczność, za zmysłowość i bycie po stronie życia, jakkolwiek absurdalne i szalone by one nie było.

Polecam: www.pepperminta.ch

niedziela, 14 listopada 2010






W zeszłym tygodniu o tej porze jechałam zatłoczonym i obskurnym pociągiem z Krakowa do Poznania. Mocno zmęczona po pięciu dniach intensywnej pracy, stęskniona za własnym domem i bliskimi, a jednocześnie zadowolona, bo Targi Książki okazały się bardzo udane, no i bo liznęłam trochę Festiwalu Conradowskiego. Żałuję tylko, że tak niewiele liznęłam. Polecam zajrzeć na: www.conradfestival.pl

Udało mi się pójść na spotkanie z Rabihem Alameddinem, autorem książki Hakawati, mistrz opowieści. Było to cudny wieczór. Spotkanie prowadził (świetnie!) Grzegorz Jankowicz, a autor pełen życiowej mądrości ironizował odpowiadając prawdziwie. Zamierzam sięgnąć po książkę, którą już dawno temu wiele osób mi polecało. Wybrałam się na koncert muzyki tunezyjskiej w wykonaniu zespołu Perpetual Motion oraz odwiedziłam Żydowskie Muzeum Galicja, gdzie odbył się bardzo intymny i poruszający wieczór poetycki Piotra Sommera. Z żalu, (choć oczywiście nie tylko z żalu), że nie udało mi się wybrać na spotkanie z Marjane Satrapi obłowiłam się w oba tomy Persepolis oraz jeszcze kilka innych książek, o których napiszę innym razem.

Zatem powoli wracam z rozmaitych podróży, przeprowadzek, remontów i innych prac. Pewnie więcej będzie tu teraz o przeszłości, albo raczej teraźniejszość intensywnie przeplatać się będzie z tym, co ciekawego robiłam w październiku ;)

środa, 18 sierpnia 2010





Od długiego już czasu oprócz Radia Afera słuchamy namiętnie Programu Drugiego Polskiego Radia. Zawsze rano i zawsze wieczorem i w nocy. Jest kilka audycji, które są w naszej stałej, domowej ramówce. To m.in. CZTERY STRUNY ŚWIATA program autorski niezastąpionego Piotra Matwiejczuka, który gości w eterze zawsze w niedzielę od 23:00. To audycja wyjątkowa, pełna różnorodnej, wybornej muzyki, często takiej, którą trudno usłyszeć gdzieś indziej, trudno zdobyć. To audycja mistrzowsko i jednocześnie na luzie prowadzona. To audycja, od której można się uzależnić ;) W Dwójce uwielbiam też poranne rozmowy (7:35 środa) Katarzyny Nowak i Sylwii Chutnik oraz prowadzony przez Hannę Marię Gizę Klub Ludzi Ciekawych Wszystkiego. Chociażby przed chwilą w Sezonie na Dwójkę słuchałam bardzo interesujących rozmów z Adamem Wiedemannem o Henryku Berezie i Marku Hłasce, oraz z Irkiem Grinem o Międzynarodowym Festiwalu Kryminału we Wrocławiu. Chyba długo mogłabym wymieniać i zachwalać kolejne audycje i prowadzących, ale nie o tym chciałam zasadniczo napisać ;)

Ufam Panu Piotrowi i CZTEREM STRUNOM ŚWIATA właściwie całkowicie. W ostatnią niedzielę pojawiła się tam wzmianka o koncercie, który odbędzie się w Poznaniu w najbliższy piątek - bilety za 100 groszy już kupiłam :) Wystąpi siedmioosobowy hiszpański zespół Elbicho grający flamenco duende połączone z psychodelicznym rockiem lat 70. oraz surrealistycznymi tekstami piosenek. Bardzo jestem ciekawa tego wydarzenia. W wolnej chwili warto zajrzeć tutaj: www.elbicho.com

Polecam zatem ostatni koncert z cyklu na 100-lecie CK ZAMEK
i zapraszam 20 sierpnia na 21:00 na Dziedziniec Różany, gdzie wystąpi Elbicho, a na dodatek o 22:30 odbędzie się urodzinowy pokaz sztucznych ogni ;)

piątek, 9 lipca 2010





Dzisiaj Gaba Kulka w ramach Muzyka i Muzyka na Dziedzińcach Zamkowych - letniego cyklu koncertów realizowanych w plenerze,
w przestrzeni trzech zamkowych dziedzińców. Cóż, była po prostu świetna! :)

Moje niejasności, Twoje niejasności pokrywają się. Może będzie dobrze?

niedziela, 4 lipca 2010











Najważniejszym spektaklem tegorocznego Festiwalu Malta pozostanie dla mnie bez wątpienie Sutra Sidiego Larbiego Cherkaoui. Minimalizm środków sprawia, że chciałoby się powiedzieć, że był to spektakl surowy, ascetyczny. A był po prostu poetycki i bardzo plastyczny, niczym sen. Jednakże wszystko to w duchu kultury wschodu i zen. Dzięki mistrzowskiej muzyce skomponowanej przez Szymona Brzóskę (BRAWO!), granej na żywo, płynęło się przez to mądre i refleksyjne dzieło w pięknym rytmie, równowadze. Piękne.

„Japoński przyjaciel zapytał mnie: co kochasz? Opowiedziałem mu o jodze, śpiewie i sztukach walki. Utrzymywał kontakt z mnichami ze świątyni Shaolin i zaproponował, że mnie przedstawi.” W ten sposób Sidi Larbi wraz z rzeźbiarzem – ikoną sztuki współczesnej, autorem potężnych instalacji – Antonym Gormleyem i młodym, polskim kompozytorem Szymonem Brzóską spędził wiele miesięcy w chińskim klasztorze, pracując nad koncepcją sztuki. Oniryczny spektakl, w którym biorą udział mnisi – adepci zen, skupia całą uwagę na skomplikowanej więzi łączącej dorosłego mężczyznę z jedenastoletnim chłopcem. Sutra łączy jogę z sufickim transem, pantomimą i językiem migowym, mową i spontanicznym śpiewem. Ubrany w wyrafinowaną oprawę plastyczną i muzyczną spektakl jest swoistym traktatem o kondycji ludzkiej, tożsamości religijnej i seksualnej, refleksją na temat zderzenia kultur, dojrzewania, lęku przed usamodzielnieniem się dziecka. „Moja estetyka, wyczucie piękna – podkreśla Sidi Larbi Cherkaoui w wywiadzie – wiąże się z dzieciństwem, czerpie z połączenia kaligrafii z malarstwem flamandzkim (…). Zawsze myślę o tańcu w języku perspektywy. To zawsze jak rysowanie.”

p.s. Nie zdawałam sobie sprawy z tego, że można tak genialnie ograć niewyszukany rekwizyt - drewnianą skrzynię!

sobota, 3 lipca 2010





Ostatnie spektakle z serii Stary Browar Nowy Taniec Na Malcie były bardzo różnorodne.

W czwartek oglądałam świetne solo Charlotte Vanden Eynde I’m Sorry It’s (Not) A Story. Każdy ruch, gest, krok, taniec miał tutaj ogromne znaczenie. Artystka nieprzeciętnie potrafiła skupić na sobie uwagę. Surowość i minimalizm dopełniała głębia znaczeń, która pojawiała się w głowie widza wraz z każdą kolejną minutą spektaklu. Charlotte przypominała mi figurkę z pozytywki, lolitkę, kobietę na wybiegu, osobę która jest ofiarą molestowania. Bez wątpienia była to dość mocna bajeczka.

Później wystąpił Tarek Halaby z czymś co nazwał Próba zrozumienia mojej socjopolitycznej sytuacji poprzez artystyczne poszukiwania osobistej tożsamości w odniesieniu do konfliktu palestyńsko-izraelskiego, część I . Tarek Halaby - amerykański Palestyńczyk, urodzony w Arabii Saudyjskiej, z amerykańsko-jordańskim paszportem, wychowany w wierze katolickiej, od zawsze mówiący tylko po angielsku, żyjący w Stanach Zjednoczonych od 10 roku życia - postanowił zapytać o swoją tożsamość. Pokazać sytuację Palestyńczyków i uwrażliwić na nią widza. Miał być to spektakl taneczny, ale artysta przyznał się do własnej porażki, do tego, że w trakcie pracy nad spektaklem, projektem, uświadomił sobie, że nie umie przełożyć tego, co ma w głowie na ruch, ciało. Zetem spektakl wykorzystywał zupełnie inne formy. Był niejako przegadanym, komicznym, a jednocześnie śmiertelnie poważnym performancem, angażującym publiczność. Artysta na walizkach, bezdomny, ze zgubioną tożsamością, który opowiadając o swojej sytuacji - z całym bagażem nieudolności - stara się uwrażliwić widza na problem swojej tożsamości, Palestyńskiej tożsamości, tożsamości w ogóle. Zaskakujące w formie i dobre.

Tegoroczną serię Stary Browar Nowy Taniec Na Malcie zamknął niejako spektakl Jonathana Burrowsa & Matteo Fargiona Cheap Lecture & The Cow Piece. Dwie etiudy, obie wznoszące się na wyżyny abstrakcji i absurdalnego komizmu. Dygresyjny i przezabawny, odczytany i odśpiewany Cheap Lecture był wariacją na temat artystycznej pracy, reakcji widzów, muzyki. Filozoficzno komiczny. Z kolei The Cow Piece w równie absurdalny i komiczny sposób pochylał się nad śmiertelnością i tańcem w ogóle. Duet Burrows i Fargion porwał część publiczności, ale cześć zdecydowanie nie. Ja znalazłam się gdzieś pośrodku, przechylając się niestety bardziej w stronę tej drugiej grupy.





W ostatnich dniach Festiwalu Malta udało mi się także obejrzeć Another Sleepy Dusty Delta Day Jana Fabra. To solo jednej aktorki, tancerki. Głównym motywem muzycznym, który jest także przez nią wyśpiewywany jest hit Bobbiego Gentry z 1967 roku Ode to Billy Joe.Piosenka opowiada o samobójczym skoku z mostu młodego chłopaka i zakochanej w nim dziewczynie, która próbuje sobie z tą śmiercią poradzić. Oprócz piosenki w spektaklu główną rolę gra także list pożegnalny napisany przez mężczyznę do ukochanej, który jest stopniowo odczytywany. Ale oprócz wątków tragiczno-miłosnych spektakl przesycony był także brudna codziennością - trudem i znojem pracy oraz piciem piwa. Świetna technicznie artystka przykuwała uwagę, lecz w pewnym momencie wszystko stało się jakby zbyt jasne, przewidywalne, zabrakło niedopowiedzeń. Po wyjściu ze spektaklu uświadomiłam sobie, że spodziewałam się jednak czegoś więcej niż umorusanie się w węglu i znęcaniu się (?) przesz piękną solistę w kanarkowej sukience nad kanarkami zwieszonymi w klatkach nad sceną. Lekko kontrowersyjne.

wtorek, 15 czerwca 2010





Już w czwartek rusza kolejna edycja Ethno Portu w Poznaniu. Przyznam się szczerze, że do tej pory nigdy nie udało mi się wybrać na ten festiwal. Tym razem będzie inaczej! Do zapoznania się z ciekawym programem zapraszam na www.ethnoport.pl

środa, 19 maja 2010





Już w piątek o godz. 22:00 w Poznaniu na Śródce projekt DRUGIE MIASTO. Jako fanka projektu artystyczno-społecznego MIASTO, który odbywał się w Starej Rzeźni i był zainicjowany w 2003 roku przez Teatr Ósmego Dnia, bardzo cieszę się także na DRUGIE MIASTO, szczególnie, że dotyczyć ono będzie Śródki. Śródki, na której nie ma już POKOJU Z WIDOKIEM i KINA MALTA. Śródki, której projekt rewitalizacji to tylko teoria. Całe szczęście są takie inicjatywy jak drugie MIASTO i znów przez chwilę na Śródce wybuchnie twórczy ferment. Zapewne będzie to wyjątkowy wieczór, ale czy coś zmieni w sytuacji tej wyjątkowej, powoli jakby zanikającej, dzielnicy? Błędem byłoby oczekiwać od poznańskich artystów, że zmienią świat... ale może wpłyną na niektóre decyzje decyzyjnych ludzi, o ile tacy przyjdą w piątek na Śródkę, ech...

W piątek artyści będą starali się wyeksponować Śródkę nie tylko jako przestrzeń, lecz przede wszystkim jako "małą ojczyznę" konkretnej społeczności, dziś odchodzącej w zapomnienie. Bowiem w przeciwieństwie do Rzeźni – Śródce charakter i koloryt nadają ludzkie historie, dawni i współcześni mieszkańcy, ich opowieści, ich twarze, ich sylwetki, które będziemy starali się ocalić.

Zapraszam!

DRUGIE MIASTO, 21 maja, godz. 22:00, Śródka.
Wstęp wolny!


Realizatorzy: Teatr Ósmego Dnia, Teatr Biuro Podróży, Movements Factory, Stowarzyszenie Artystyczno-Edukacyjne Środek Świata, Stowarzyszenie Starter.

Zajrzyjcie także tu: www.drugiemiasto.pl

sobota, 24 kwietnia 2010





Pamiętam, że w 2001 roku podczas miesięcznego pobytu w Paryżu dosłownie zakatowałam płytę Paris. Jeździłam metrem, rerem, szwendałam się ulicami, spacerowałam nad rzeką, siedziałam w parkach, stałam na mostach i ciągle jej słuchałam. Później wracałam do tej płyty zawsze, gdy odwiedzałam to miasto, albo gdy chciałam je powspominać, wrócić do niego myślami. Taki obowiązkowy element bagażu. Nagrał ją w 1993 roku Malcolm McLaren (właśc. Malcolm Robert Andrew Edwards). Najsłynniejszy jest utwór Paris, Paris – duet z francuską gwiazdą kina Catherine Deneuve.

Uwielbiam całą płytę.

Wspominam dzisiaj Paryż. Mam wrażenie, że jedyną rzeczą, której pragnąć będę zawsze, jest po prostu znów tam pojechać. Chyba, że akurat tam będę. Wtedy zamarzę by czas się zatrzymał.

Wspominam też brytyjskiego impresario, publicystę, projektanta mody i muzyka szkocko-żydowskiego pochodzenia, promotora punk rocka i menedżera zespołu Sex Pistols.

Malcolm McLaren
22.01.1964 - 8.04.2010

czwartek, 25 marca 2010





We wtorek miałam przyjemność być na świetnym koncercie grupy Sex Mob z Nowego Jorku, której liderem jest charyzmatyczny i wizjonerski Steven Bernstein - wirtuoz trąbki suwakowej. Koncert odbył się w kameralnej przestrzeni Studio Słodownia +3 w Starym Browarze. Publiczność była wyśmienita, a muzycy w świetnej formie.

Uwielbiam słuchać dobrego jazzu na żywo, ale jeszcze większą przyjemność sprawia mi patrzenie na muzyków, którzy grając i żartując ze sobą i publicznością świetnie się bawią. Tak było i tym razem. Ponad dwu godzinny koncert był pełen bardzo różnych brzmień, mocno eksperymentalnych połączeń jazzu, jazzu żydowskiego rodem z wytwórni Tzadik, z którą związany jest Bernstein, oraz takich stylów jak funky, punkrock, heavy metal, noise, czy muzyka tworzona i miksowana przez dj'a.

Oto, co wyczytałam o Sex Mob: nagrali sześć płyt czerpiących z repertuaru innych artystów (od Duke'a Ellingtona po Johna Barry'ego, autora muzyki do filmów o Jamesie Bondzie), w czasie dziesięcioletniej kariery dwukrotnie zwyciężyli w plebiscycie magazynu Downbeat (w kategoriach: Najlepsza płyta akustyczna oraz Best Beyond Group, czyli Więcej niż najlepsza). Ich ostatnia płyta – Sexotica – to w pełni autorski album, o którym lider mówi, że „to właściwie opowieść o rozwoju i ewolucji grupy”. Album ten rezultat nieustannie toczącego się dialogu między poszczególnymi członkami zespołu i paletą różnorodnych inspiracji.

Długo będę wspominać ten wyjątkowy wieczór w towarzystwie Stevena Bernsteina – trąbka, Briggana Krausa – saksofon, Toniego Scherra – gitara basowa, Kenniegoa Wollesena – perkusja i DJ Olive'a – gramofony, oj długo, długo...

poniedziałek, 22 marca 2010







"Wolę nie jeść niż samemu gotować - jakże często słyszy się to zdanie, wypowiadane tonem apodyktycznym i wzgardliwym, zwłaszcza przez młodych mężczyzn, jakby gotowanie było czynnością hańbiąca lub co najmniej wstydliwą. Zresztą nie tylko mężczyźni są, na zewnątrz, nieprzejednanymi wrogami pichcenia. Również i panie, czasem ze snobizmu (garnki - to takie prozaiczne!), a czasem po prostu dlatego, że nie mają zielonego pojęcia o gotowaniu (...) Rozejrzyjcie się uważnie w waszym otoczeniu. (...) Przytłaczająca większość młodzieży studiującej, mieszkającej w akademikach (...) jest niedożywiona lub odżywia się niewłaściwie. (...) Nie trzeba mieć dużo pieniędzy, żeby racjonalnie się odżywiać. Hasło nowoczesnej kuchni brzmi: tanio, smacznie, zdrowo."

Maria Lemnis i Henryk Vitry Książka kucharska dla samotnych i zakochanych Warszawa 1962, s. 7-11.

Przecz z fastfoodem i spalenizną przy podgrzewaniu gotowych dań! W każdą środę o 13:45 zapraszam na mój autorski GARNEK czyli Akademicki Kwadrans Kulinarny.

A w GARNKU: proste i tanie przepisy na smaczne i zawsze udające się potrawy, ciekawostki żywieniowo-kulinarne, szczypta dobrej literatury pomagającej w gotowaniu, adresy warte odwiedzenia, gdy już naprawdę nie mamy czasu chwycić w dłonie garnka.

Poza tym muzyka związana z jedzeniem i gotowaniem, niezniszczalny i uroczy Szwedzki Kucharz z Mapetów pojawiający się co jakiś czas oraz wszystko, co możecie sobie wyobrazić, a co jest mniej lub bardziej związane z jedzeniem i gotowaniem! ;)

Nie zabraknie konkursów i smacznych nagród. Zatem studencie nie bądź głodny – słuchaj, ucz się, gotuj i najadaj do syta!

Niech żyje Studenckie Radio "AFERA" Politechniki Poznańskiej! ;)

sobota, 20 marca 2010



Lorenzo De Brabandere and Raimund Hoghe ©Rosa Frank


Lorenzo De Brabandere and Raimund Hoghe ©Rosa Frank


Lorenzo De Brabandere and Raimund Hoghe ©Rosa Frank


Spektakl Sacre - The Rite of Spring Raimunda Hoghe zrobił na mnie dość duże wrażenie. Zupełnie inne niż Bolero widziane latem zeszłego roku. Muzyka Strawińskiego dużo bardziej wymagająca, dużo bardziej wymagające działania tancerzy. Było to percepcyjne wyzwanie (dystans wytwarzany przez wnętrze Teatru Wielkiego, a ponadto wśród publiczności sporo osób nieświadomych, nieobytych ze sztuką współczesną i tańcem współczesnym).

Myślę, że Hoghe mistrzowsko zinterpretował Święto Wiosny. Pełną napięcia walkę młodego ze starym. Puls wojny. Czekam na jego kolejną wizytę w Poznaniu, na następną możliwość zobaczenia go na scenie.

Zapraszam na: www.raimundhoghe.com

niedziela, 14 marca 2010




W sobotę byłam w Szczecinie. Miasto nie zrobiło na mnie najlepszego wrażenia, ale przyznać się także muszę do tego, że właściwie cały dzień spędziłam w Teatrze Lalek PLECIUGA. Nowy budynek teatru zasługuje pewnie na osobny wpis - w każdym razie robi wrażenie i to dobre wrażenie! Tymczasem słów kilka napisze o pewnym spektaklu.

PIPPI POŃCZOSZANKA miała swoją premierę we wrześniu 2008 roku, a 13 marca w PLECIUDZE grany był 100, jubileuszowy spektakl. Dawno nie byłam w teatrze dla dzieci, oj dawno. Okazało się, że uśmiałam się na całego i nawet gdzieś tam w głębi wzruszyłam. Najbardziej jednak zazdroszczę dzieciom. Tej radochy, żywych reakcji, śmiechu, krzyku, i włażenia na scenę...

Spektakl reżyserował Konrad Dworakowski, który napisał też teksty piosenek śpiewnych podczas przedstawienia przez Pippi (świetnie zadziorna i rockandrollowa Maria Dąbrowska) oraz resztę bohaterów. No właśnie piosenki. Wydaje się, że nie tylko spektakl okazał się hitem sezonu 2008/2009 i do dziś triumfuje, ale także muzyka (autorstwa Piotra Klimka) i piosenki ze spektaklem związane. Wszak w PIPPI POŃCZOSZANCE gra najprawdziwszy zespół rockowy - Doctor Fisher - którego muzycy przebrani są za piratów. Dodam jeszcze, że ta niebanalna i niesłodka muzyka ze spektaklu spodobała się tak bardzo małej (i dużej) widowni, że została wydana w formie albumu PIPPI PIRATKA, którego notabene nakład dawno się już rozszedł...

czwartek, 11 marca 2010



Już za kilka dni w Poznaniu rozpocznie się V edycja Festiwalu Wiosny, czyli wydarzenie, podczas którego zaprezentowane będą dzieła powstałe z inspiracji Świętem Wiosny Igora Strawińskiego.

Zdecydowanie najważniejszymi gośćmi nadchodzącego festiwalu są dwaj wybitni twórcy związani z tańcem współczesnym: Daniel Léveillé i Raimund Hoghe. Po ubiegłorocznym Festiwalu Teatralnym Malta, na tego drugiego artystę cieszę się najbardziej. Wystałam już swoje długie i nerwowe minuty w kolejce po bilety - i mam je (ostatnie miejsca - tzw. dostawki)! Zatem już 20 marca, o godz. 20:00 w Teatrze Wielkim wielka uczta, której będę świadkiem - SACRE - THE RITE OF SPRING - spektakl, który miał premierę w 2004 roku. Tańczyć będą: Raimund Hoghe i Lorenzo de Brabandere. Cieszę się tak bardzo, że aż nie mogę w to uwierzyć, że będę mogła zobaczyć ten spektakl, znów podziwiać mistrza na scenie!

Na 21 marca i LE SACRE DU PRINTEMPS / AMOUR, ACIDE ET NOIX Daniela Léveillé'a bilety skończyły się niestety jakieś pół godziny przed moim wyczekanym dostaniem się do okienka kasy. Ale może jeszcze jakimś cudem uda mi się na ten spektakl dostać. Kto wie, w końcu wiosną wiele rzeczy jest możliwych ;)

Polecam: www.festiwalwiosny.pl

sobota, 6 marca 2010



Gdy usłyszałam tytuł pomyślałam: ojej, film był kręcony u nas w domu, czy może do nas wszyscy przyjdą na seans? ;)

Świeży, orzeźwiający, młodzieńczy. Nie jest super oryginalny, ale z łatwością mu to wybaczam. Jest lekki i niesie dużo pociechy. Aż znowu chciało by się być studentem i jednocześnie wcale nie ;) Z łatwością zaprzyjaźniamy się z głównymi bohaterami, którzy są przekonujący i mają w sobie dużo wdzięcznego bałaganu. Ścieżka dźwiękowa z filmu - genialna! Z kina wychodzi się z uśmiechem na twarzy.

czwartek, 18 lutego 2010



To będzie długi post ;)





2 października 2009 roku w poznańskim klubie Dragon odbyło się spotkanie z redakcją kwartalnika KORESPONDENCJA Z OJCEM z Sopotu (powyżej okładka jednego z numerów pisma). Ze względu na zamiłowanie do miasta i tego typu niszowych spotkań wybrałam się do Dragona i ubawiłam przednio. W miniony weekend podczas wizyty w Sopocie raz jeszcze spotkałam się z KORESPONDENCJĄ Z OJCEM, ale już w innej, pełniejszej odsłonie i właściwie zupełnie przypadkiem.




















Zaczęło się od wizyty w SPÓŁDZIELNI LITERACKIEJ i udziału w spotkaniu z Tadeuszem Dąbrowskim, które prowadził Piotr Czerski (obaj na zdjęciu powyżej). Spotkanie bez zadęcia, ciekawe i z humorem. W dodatku w lokalu, gdzie można świetnie zjeść i gdzie się nie pali. Czy możecie w to uwierzyć, że knajpa, gdzie odbywają się spotkania autorskie, koncerty, gdzie pije się dużo pysznego, żywego piwa i co druga osoba jest związana z literaturą, jest miejscem, gdzie obowiązuje zakaz palenia? Cudowne! :) Załapałam się też na kameralny i przemiły koncert zespołu POPEND (fotka wyżej). Ujął mnie bardzo klimat SPÓŁDZIELNI LITERACKIEJ, wystrój wnętrza, ludzie, całokształt! Dlaczego nie ma czegoś podobnego w Poznaniu? Dlaczego nie ma czegoś podobnego w innych miastach w Polsce?














Kolejnym miejscem była JÓZEF K. CAFE zaraz przy Sopockim dworcu. Kameralne, znów literackie i klimatyczne miejsce (kilka zdjęć u góry). Pyszne grzane wino, świetna obsługa, książki do wertowania, zaskakujące detale i sposoby aranżacji wnętrza. Pomysłowa graciarskość - myślę, że w takim stylu urządzono tę kawiarnię. Graciarskość, którą łatwo jest przyswoić, i w której czuć przestrzeń. Cudo, gdzie nie podają piwa przed 17 i gdzie również nie wolno palić! Znów trudno szukać na mapie polskich knajpek czegoś podobnego i równie ciekawego.


Czyżby ktoś wreszcie znalazł sposób jak robić dobre pismo literackie - KORESPONDENCJA Z OJCEM - i jednocześnie tworzyć społeczność? Być ciekawym punktem turystycznym i jednocześnie miejscem, które skupia ludzi związanych z literaturą, i które przełamuje schematy funkcjonowania tego typu miejsc? Czyżby pismo literackie wymyśliło sensowny i sprawdzający się sposób by zarabiać na siebie samo?


Jednym słowem: PEŁEN SZACUN i KAPELUSZE Z GŁÓW!


Zapraszam na następujące strony
- warto zajrzeć wszędzie - jest nawet TELEWIZJA JÓZEF K.! ;)

FUNDACJA SŁOWIAŃSKA SPÓŁDZIELNIA LITERACKA

KORESPONDENCJA Z OJCEM

JOZEF K. CAFE

SPÓŁDZIELNIA LITERACKA

PORTAL ZOJCEM.PL

czwartek, 21 stycznia 2010





Od dziś do 7 lutego w Galerii PRZYCHODNIA można oglądać wystawę "Koniec kasety", której kuratorką jest Wiktoria Szczupacka i której część wizualna sprowadzona jest do minimum, bo jednak głównie chodzi o słuchanie. Wyczytać można, że "podstawę projektu stanowią, przygotowane specjalnie na wystawę słuchowiska odtwarzane z kaset magnetofonowych. Na wystawie można usłyszeć realizacje muzyczne, nagrania o formie zbliżonej do radiowych audycji, a także opowieści osób związanych z kasetami. Słuchowiska oscylują wokół takich zagadnień jak muzyka, historia, technologia, kultura, forma i funkcja kaset; pojawia się także wiele prywatnych opowieści".

Więcej o wystawie "Koniec kasety" można jeszcze doczytać tutaj: www.galeriaprzychodnia.pl. Dziś odbywa się wernisaż tego wydarzenia, na który niestety nie udało mi się dotrzeć, ale motyw kasety jest bliski memu sercu. Pamiętam dokładnie pierwsze odkładane pieniądze (13 tysięcy złotych!) na (oryginalną? nieoryginalną?) kasetę Michaela Jacksona "Dangerous".

Z kasetami wiąże się u mnie ostatnio coś jeszcze. Byłam w kinie na świetnym, zbierającym liczne pochlebne recenzje i wyróżnienia filmie "Wszystko co kocham" Jacka Borcucha, który jako reżyser jest znany także z filmu "Tulipany". Wspominam o "Tulipanach" dlatego, bo ten film dość ciekawie mnie ujął, a szczególnie muzyka Daniela Blooma, którego Borcuch zaprosił także do współpracy przy "Wszystko co kocham". Blooma co prawda nie słychać w najnowszym filmie zbyt wiele, ale film muzyczny jest mocno. Muzyczny, morski i punkrockowy.

Akcja toczy się w latach 80-tych w Polsce, ale nie mamy tu do czynienia z dobrze znaną martyrologią stanu wojennego. To tamten czas, ale trochę z innej perspektywy i przez to może mniej przyciężkawy. Może bardziej autentyczny, a przy tym jednocześnie ciągle poważny. Chciałoby się powiedzieć, że Borcuch opowiada prostą i banalną historię. Że może jak na tamten czas zbyt jasną i piękną. Ale jednocześnie trudno stwierdzić, że mamy do czynienia z czymś naiwnym. Trudno oprzeć się artystycznej spójności, świetnej grze aktorskiej, celnym kadrom. Zwykłości pokazanej niezwykle. Bardzo podobają mi się słowa Pawła T. Felisa, który napisał o tym filmie w następujący sposób: "...trzeba wrażliwości i sprawnego rzemiosła, by zrobić film tak lekki i jednocześnie niebłahy, zabawny i całkiem serio. Borcuch nie boi się mówić o tym, co najprostsze, szyje fabułę nićmi tak delikatnymi, że łatwo posądzić go o banał. Ale to akurat bzdura: zamiast bohaterów z nostalgicznej pocztówki mamy we "Wszystko co kocham" ludzi z krwi i kości. Z ich kapitalną energią i zachłannością na życie, z beztroską brawurą i - gdy sytuacja wymyka się z rąk - bezradnością".

Zarówno film jak i wystawę polecam wszystkim tym, którzy mają jeszcze w domu stare kasety magnetofonowe i tak jak na przykład ja nie mają już sprzętu, żeby je odsłuchać, ale nie mogą się z nimi rozstać. Mają kasety na których nagrywali kawałki puszczane w radiu, w nocnych audycjach słuchanych w łóżku z dwukasetowym jamnikiem przy uchu ;)

środa, 13 stycznia 2010







Od paru dni wieczory upływają mi przy dźwiękach jednej płyty. Tomasz Stańko Quintet Dark Eyes. To po prostu cudo. Pozostaje tylko żałować, że przegapiłam poznański koncert promujący album. Na płycie mamy dziesięć utworów, tworzących spójną, charakterystyczną, transową i liryczną całość. Wszystkie skomponowane przez Tomasza Stańko z wyjątkiem dwóch, które są autorstwa Krzysztofa Komedy. Przychodzę do domu włączam i tak gra kilka godzin. Jak z domu wychodzę to gra mi w głowie. Płyta i utwór "The Dark Eyes Of Martha Hirsch" była także przyczyną poznania pewnego obrazu - powyżej reprodukcja - Oskar Kokoschka "Martha Hirsch".